Anna Maria Nowakowska

reportaże, felietony, opowiadania, podróże, konsultacje, terapia

czerwiec 2010 - archiwa

Felietony polityczne

komentarze (12)

Paralaksa*

Obejrzałam ostatnią debatę panów K.
Uważnie i w całości.

Komorowski gadał w miarę do rzeczy, a przynajmniej trzymał poziom znany mi z debat przedwyborczych w Zjednoczonym Królestwie, które także śledziłam.
Mogłabym go polubić, gdyby nie był kościelnym popychadłem, jak to w polityce polskiej ostatnio jest w modzie.
Kto się wlecze w kampanii wyborczej do Lichenia z rolnikami, ten nie będzie moim prezydentem.

Kaczyński mamrotał, mlaskał i od czasu do czasu puszczał mentalne bąki w rodzaju: emigranci wyjechali do Anglii i Niemiec, żeby tam korzystać z urządzeń socjalnych.
To jest właśnie ta prawdziwa twarzyczka Jarka – pogarda dla tych, których nie zna i nie rozumie.
A nie zna i nie rozumie większości współczesnych postaw i ludzkich wyborów.

Z urządzeń socjalnych korzysta się wtedy, kiedy – tak jak ja – ktoś ulega wypadkowi i staje się inwalidą.
Który w Polsce zdechłby z głodu pod mostem.
Bo nie ma urządzeń socjalnych, chociaż był socjalizm.

Natomiast wyjeżdża się po to, żeby zapierdalać jak niewolnik i gromadzić pieniądze, bez których nic się nie znaczy na tym szlachetnym świecie.
Później te pieniądze wysyła się ubogim krewnym, lub wydaje osobiście w ojczyźnie, o czym antyemigrancka, arogancka zakuta pała (jak i inne podobne pały) nie pamięta.

A wszystko dlatego, że w ojczyźnie można natyrać się śmiertelnie, a i tak jakiś urzędas z Urzędu Skarbowego może zniszczyć ci życie tylko dlatego, że cię nie lubi.
Bo Polska jest państwem wrogim wobec swoich obywateli, których pracą i wysiłkiem się karmi jej władza.
Dlatego wyjeżdżamy.

W Polsce strach coś mieć i strach nie mieć.
W pierwszym przypadku jesteś podejrzanym, a w drugim jesteś nikim.

Wracając do debaty i mentalnych bąków Prezesa K: Polska ma być liderem, ma być silna i mają się z nią liczyć.
Ma być.
I już.
Jaaasne.
Może jakieś mocarstwo, od morza do morza, co?

Ja uważam, że to obywatele powinni być silni, siłą nabywczą swoich zarobków, emerytur i stypendiów.

Mocarstwo bowiem ma w dupie swoich obywateli i ich aspiracje, o ile nie może ubrać ich w kamasze.

Retoryka Prezesa K jest obrzydliwa, anachroniczna i przypomina mi kazania Gierka o ogromnej energii Polaków, którą uwolni plan pięcioletni budowy socjalizmu.

Po debacie, u Rymanowskiego siada dwóch głąbów (ale na początku nie wiedziałam, że to głąby): Eryk Mistewicz zachwyca się Kaczyńskim i jego merytorycznie świetnymi odpowiedziami a ja trę oczy, mało ich nie wetrę w głowę – dżizus, co on bredzi????

A drugi - Marek Kochan mu do wtóru!
Ja pierniczę, chyba śnię!

Szczypiemy się z Krzyśkiem wzajemnie, czy my żyjemy na tym samym świecie, co tych dwóch?

Jakie oni mają filtry na oczach i uszach?
Albo inaczej - jakie mierne oczekiwania mieli wobec Prezesa K, że tak się zachwycają jego pozbawionym głębszej treści stękaniem?

To znaczy ta głębsza treść istnieje, ale jest tak głęboko ukryta, że - jak wspomniałam - wydostaje się tylko przez nieuwagę.
Kiedy się do tej treści dotrze, skóra się marszczy na plecach.
Zaślepienie, pogarda, brak kontaktu z rzeczywistością.
Zamkniemy szpitale, otworzymy muzea.
Job twoju mać, my kulturnyj narod!

Zaraz tysiące pomniejszych głąbów zaczną powtarzać za Mistewiczem, no bo to jest politolog wielki, że Kaczyński wygrał debatę.
I już za chwilę ta paralaksa dotknie wszystkich, którzy mają kłopot z własnym osądem i chętnie słuchają autorytetów.

Kapitanoza!

A ja Wam mówię - widziałam co innego i potrafię to ocenić.
Tę debatę wygrał Komorowski, który zachowywał się kompetentnie i mówił wyraźnie.

Treść jego wypowiedzi nie ma najmniejszego znaczenia, ponieważ dobrostan obywateli Polski zależy od kompetencji premiera i jego ministrów, a prezydent ma nie przeszkadzać i umieć zachować się zgodnie z zasadami protokołu dyplomatycznego, żeby nie robić z siebie pajaca na świecie.

O, żeby tak jeszcze ktoś łaskawie zauważył, że w nowoczesnym państwie dawny podział na prawicę i lewicę nie ma najmniejszego sensu, ponieważ żadne czyste idee obu skrajności nie dadzą się utrzymać bez wprowadzenia reżimu i władzy absolutnej.

A tego - miejmy nadzieję - Bóg nie ma w planach dla Polski.


* Paralaksa - zjawisko niezgodności obrazu tego samego obiektu, obserwowanego z różnych pozycji.

Bookmark and Share

Fotoreportaż z podróży

komentarze (7)

Życie jest po to, żeby jechać

Lubię przyjeżdżać na miejsce, kiedy noc się kończy.

Pierwsze ptaki, pierwsze światła, pierwsze dotknięcie promieni słońca.

Świat jest pusty i cichy, to moja najszczęśliwsza pora.
O tej porze świat jest mój.

I Krzyśka, który bierze plecak i znika bezszelestnie gdzieś w skałach. Chyba nie sądzicie, że łażę za nim kiedy łowi swoje światła?
Ja chadzam własnymi ścieżkami.
A, no chyba, że muszę go wezwać przez łoki-toki, żeby sfotografował dla mnie coś, co chcę Wam pokazać (a co nie leży w centrum jego postrzegania), na przykład miasteczko, kwiatek, owcę czy kościotrupa.

W ubiegły piątek o pół do czwartej rano weszłam na piaszczysto-trawiasty zamknięty parking w Bantham. Leży sobie ten parking w pięknej dolinie między klifami, wzgórzami a ujściem rzeki Avon.

Weszłam i… parking zakołysał się i rozprysnął się na wszystkie strony!
Trzęsienie ziemi?

Otóż nie.
To były tysiące królików, spłoszonych krokami w ciszy.

Gdyby nie uszy, to miałabym wtedy uśmiech dookoła głowy.

Później, wczesnym popołudniem, kiedy odsypiałam noc na materacu koło samochodu, króliki wielkości myszy pasły się na trawce koło mojej głowy. Krzyś powiada, że było ich ze dwadzieścia.
Młode, jeszcze nie wiedziały, że trzeba się bać.

Tak samo jak młody myszołów, który stroił do mnie miny, siedząc na kołku metr od mojego posłania.
Groźne miny, mówię Wam Ludziska.

Byliśmy w Devon, a później w Dorset.
Znowu poczułam, że życie jest po to, żeby być w drodze.
Mam na myśli moje życie, a nie życie generalnie.

Resztę niech opowiedzą fotki i podpisy pod nimi.

Wybieramy się dziś w to samo miejsce, ponieważ JEST PIĘKNA (odpukać, tfu, tfu) POGODA.
Do miłego!

zdjęcia: Krzysztof Nowakowski

Bookmark and Share