Felietony
Urlop!
Oto ostatni felieton przed wakacjami, które zasłużenie sobie przyznaję.
Z tym, że nie obiecuję, że naprawdę i na pewno ostatni, bo jeśli coś mną wstrząśnie, tąpnie albo poczuję nieodpartą potrzebę podzielenia się czymś – cóż, wtedy po prostu napiszę.
Miałam odlotowe plany wyjazdowe.
I – jak to u mnie – już po planach.
Moje plany są jak bąbelki w lemoniadzie – otwieram korek: psssss i bąbelki ulatują a zostaje mętna ciecz.
Niemniej jednak – jak to u mnie – ćwiczenie pokory wychodzi mi na dobre.
Chyba.
Myślę, że jeśli nic istotnego się nie wydarzy, to zajmę się ostatnimi poprawkami redakcyjnymi Curriculum, które zamierzam wydać jesienią.
Sama.
Tak jak wielu znanych dziś i cenionych pisarzy, którzy nie mieli szczęścia spodobać się wydawcy.
Zresztą – powiedzmy sobie szczerze – o gustach się nie dyskutuje.
Wydawcy odrzucali także teksty noblistów.
Kiedy nie były podpisane.
Nie mam zamiaru użerać się z wydawcami, tak jak to było w przypadku Przeklętych, za które do dziś nikt się ze mną nie rozliczył.
Zamierzam wydawać swoje książki, ponieważ czekanie, aż się komuś spodobam jest bezcelowe.
Nie mam wujka w żadnym wydawnictwie, nie mam majątku, nie jestem towarzyska i nie mam zamiaru biegać po Warszawie z gołą dupą, żeby ktoś mnie zauważył.
Ale zaraz… a może jednak?
Myślicie, że wywołanie jakiegoś skandalu mogłoby mi pomóc?
Cóż, w tym też nie jestem dobra.
Cichutka ze mnie Dziunia.
Jestem zdana na siebie i garstkę (garsteczkę, garściątko) przyjaciół, którym nie przeszkadza mój asperger i okresowe napady ponurego milczenia.
To i tak więcej, niż mogłabym oczekiwać.
Bo oczekiwania są źródłem rozczarowań, tak?
Życzę Wam, Kochane Ludziska słońca na niebie, nieba w gębie i wszelkiej pomyślności.
Do miłego!
Małpa
Felietony
Mordercy są wśród nas
Młodzi ludzie, upragniony urlop.
Jadą nad morze, jeszcze kilkadziesiąt kilometrów i wreszcie wyciągną się na leżakach.
Zmęczeni, ale szczęśliwi, że udało się znaleźć czas i pieniądze na wspólne wakacje.
On podśpiewuje, słuchając radia.
Skupiony na prowadzeniu samochodu, bo wiezie najważniejsze dla siebie osoby.
Ona podczytuje babskie pisemko, jedno z tych, które miło czyta się na urlopie.
W foteliku śpi kilkuletnia córeczka.
Dobrze, że śpi, bo nie marudzi, znudzona długą podróżą.
Nagle trzask!
Huk, łoskot i świat rozpada się na kawałki.
Kierowca ginie na miejscu.
Dziecko kona w szpitalu.
Mama przeżyła, ale wolałaby nie.
Czy marszczy Wam się skóra na plecach, kiedy macie przed sobą podróż?
Czy na widok ciężarówki, która pędzi dwa metry za Wami i zabiera się do wyprzedzania na podwójnej ciągłej mówicie pacierze?
Czy mieliście bliskie spotkania z kostuchą i śmierć w oczach, kiedy nagle zza pagóra wyłonił się szaleniec jadący na czołowe?
Czy czasem idąc poboczem/chodnikiem nie przychodzi Wam do głowy, że granica między życiem a śmiercią liczy się w ułamkach sekund i centymetrach?
Zagapiłem się – tłumaczy kierowca ciężarówki, zabiwszy kilka osób. – Zjechałem na przeciwny pas, bo czytałem esemesa.
Przysnąłem – wyjaśnia inny. – Takie mamy normy, że człowiek pada na twarz.
Wczoraj wypiłem.
Myślałem, że się uda.
Przepisy są dla frajerów.
Za kierownicą byle palant ma żelazne jaja.
Tak mu się wydaje.
Kierowcy zabijają.
Czasem jest to wypadek, a czasem morderstwo.
Morderstwo jest wtedy, kiedy jest premedytacja.
Premedytacja jest wtedy, kiedy celowo zostają złamane przepisy prawa oraz normy pracy.
Wypadek, to wypadek.
Nie znasz dnia, ani godziny.
Ale morderstwom można próbować zapobiegać.
Nie ma co liczyć na tę bandę onanistów siedzącą w krzakach z radarem, że coś na to poradzi.
Muszę coś wymyślić.
Coś.
Wymyślić.
Zanim ktoś mnie zabije.
Bo się zamyśli.
Albo zagada przez komórkę.
Albo wyobrazi sobie, że gra w filmie akcji.
Jakiś żałosny, mały fiut w dużym samochodzie.
