Anna Maria Nowakowska

reportaże, felietony, opowiadania, podróże, fotografia

Felietony

komentarze (9)

Szaro-biało

Od kilku dni budzimy się w świecie zasypanym śniegiem.

Krzysiek chce chwytać łopatę i ryć ścieżki w białym.
A ja mu radzę: zaczekaj.
Po kilku godzinach przychodzi deszcz i zmywa większość białego.
Zostaje błotnista, szara maź.
Do wieczora po śniegu nie ma śladu.

Idziemy spać, kiedy świat jest szary.
Budzimy się w bieli.

Powiesiłam blisko okna tłuszcz dla sikorek.
Na parapecie siedzi kot Lerka i dostaje obłędu.

Jest tłusty jak wieprz, obżarty (a żre lepiej niż jego karmiciele), ale biologiczny przymus każe mu pożądać.
On pragnie.
Pragnie tak bardzo, że marszczy mu się i drży cała skóra, wąsy wysuwają się jak złowrogie czułki, obnażone kły ociekają śliną, a z głębi trzewi via pysk wydobywają się zdławione pojękiwania.

To jest kot.
Nie może ukryć swoich reakcji, ani oblec ich w żadną ideologię, w żadne kłamstwo.

Pożąda, ale siedzi za szybą, więc dostaje pierdolca.
A potem zasypia i zapomina, że czegoś mu brak.

Zwłaszcza, że niczego mu nie brak, między nami mówiąc.
Dopóki znowu nie zobaczy dziobiącej słoninę sikorki.

***

Nie poradził sobie na tym świecie bożym osiemnastoletni  syn pewnej niezamożnej kobiety z krainy biedą i wódą płynącej, który siedział bez żadnego zajęcia odkąd zamknęli pobliski tartak.
Siedział tak od października i gapił się w telewizor.
I pragnął coraz bardziej i bardziej.

Chciał tego, co tam było za szybą – odrobiny luksusu.
Którego – w co wierzył szczerze – jest, do kurwy nędzy, wart.

Chciał – tak jak w telewizorze – unosić się w powietrzu, pląsać i wyginać ciało odziane w markowe szmaty, wić się, szczerząc białe zębiska w paroksyzmie radości z posiadania jakiegoś srajpoda, czy innego szajsu.
Nie umiał zasnąć i zapomnieć jak kot,  więc w styczniowy, szaro-biały dzień poszedł do obory i powiesił się na kablu.

***

Ludzie, w odróżnieniu od kotów umieją świetnie kłamać.
Prosto w twarz.

Niektórzy autentycznie wierzą we własne kłamstwa i to mnie wręcz rozczula.
Jak ten kapitan, co niechcący wpadł do łodzi ratunkowej tak niefortunnie, że po prostu się w niej zakleszczył i musiał pierwszy opuścić opuścić tonącą, luksusową łajbę.
A nie miał jak, biedaczysko, do niej wrócić, żeby zejść jako ostatni.

Ten facet pójdzie siedzieć i zmarnuje się jego talent.
W Polsce na sto procent zostałby celebrytą.
A może rzecznikiem rządu.
Albo posłem.

***

Sypie śnieg.

Idę kilka kilometrów, brnąc w mokrej, biało-szarej brei, która wsysa moje gumofilce. Wiatr mi sypie śniegiem w ślepia. Idę po chleb i kiedy wracam, ledwie wlokę za sobą nogi, a pot ścieka po mnie, jakbym zrobiła tysiąc pompek.
Wszelkie smutki zostały rozwiane, czuję się świetnie.

Endorfiny.

Myślę ze współczuciem o tych wszystkich, którzy płacą ciężkie pieniądze za wąchanie potu bliźniego swego w klubach fitnes przez dwa es.
Fitness.
Yes.

Mam zupełnie bezpłatnie wszelki fitnes, nawet przez trzy es i jeszcze szkołę przetrwania na dokładkę.
Codziennie.

***

Czy to ja odrywam się od rzeczywistości, czy rzeczywistość nie chce mieć ze mną nic wspólnego?
Ciekawe.
A może wcale nie.

Bookmark and Share

Felietony

komentarze (4)

Śnieg

Dotychczasowy przebieg zimy bardzo nas zdemoralizował, budząc bezpodstawne nadzieje.
Na przykład takie, że wystarczy nam opału.

Nadzieje w swej istocie są bezpodstawne, ponieważ opierają się na własnych pobożnych życzeniach i/lub cudzych  obietnicach. Na ogół na koktajlu jednego z drugim.
Tego wątku akurat nie mam zamiaru rozwijać.

Przecież obiecałam sobie, że nie będę zgorzkniała, żeby nie zaszkodzić urodzie.
Uroda (nawet paskudna uroda) jest lepsza od jej braku.

I dokładnie to samo można powiedzieć o nadziei.

Spadł śnieg.

Śnieg ma taką dwoistą naturę, że jedno przykrywa, a drugie odsłania.

Nie widać obrzydliwości, które ludność wywiozła do lasu, ale widać kto gdzie był i co robił.

Kto kradł drewno z lasu.
Czyj pies zeżarł słoninę sikorkom.
Gdzie sąsiad oddaje mocz.
Którędy szli ze szkoły i ile papierosów wypalili czwartoklasiści z D.
Czyje auto ślizga się na letnich oponach.
Dokąd chodzi z chłopakiem Renata z sąsiedniej wioski, a nawet w którym miejscu przystają, żeby się całować.
Kto wypuszcza wilczura, żeby polował na zające.

Wszystko to i dużo, dużo więcej opowiadają ślady na śniegu.

Tylko co mnie to obchodzi?
Klnę się na biceps Marit, że nic mnie to nie obchodzi.

Bookmark and Share

Autor: admin

18 sty 2012 o 14:52.