Anna Maria Nowakowska

reportaże, felietony, opowiadania, podróże, konsultacje, terapia

lipiec 2009 - archiwa

Fotopodróże, Podróże

komentarze (9)

Jeden słoneczny dzień w Lake District

Dosłownie jeden, jak wyspa cudów w deszczowej krainie.
Przed i po już nic, tylko deszcz.

Napiszę króciutko, bo co się będę rozpisywać.
Grypę mam, jestem zwolniona z obowiązków wszelkich, prawda?
Ludzie?

I tak nie wlazłam na Great Gable, bo - jak powiadam - zeżarł mnie wirus.
Mniam, mniam, świńska grypa albo inna chamska lipa.

Ale co widziałam to moje.
Żaden wirus mi tego nie odbierze.

O jednym Wam jednak muszę opowiedzieć, bo mnie skręci z ochoty: widziałam strzyżenie owiec!
Może też widzieliście, ale dla mnie to było coś całkiem nowego.

Najpierw je usłyszałam, bo - spędzone do zagrody - okropnie wrzeszczały (beczały, płakały, krzyczały).
Ogarnęła mnie jakaś zgroza, przez chwilę sądziłam, że to ubój.
Zwłaszcza, kiedy zobaczyłam w rękach jednego kolesia owczą skórę w całości!
Zwinął ją w rulon i wsadził do worka.
O ranyż!
Aż mną tąpnęło.

Ale nie.
Patrzę, owieczka wychodzi całkiem żywa, chociaż nieco ogłupiała na pysku.
Jedna za drugą wchodziły te owce do stodoły. Wchodziły z futrem i po chwili wychodziły - z głupią miną - bez futra.
Udało mi się wleźć na ogrodzenie i podejrzeć fachowców - fryzjerów.
No, Ludziska, byłam pod wrażeniem.
Zwłaszcza to zdejmowanie całego futra w kształcie owcy - w jednym kawałku.
Lepsze niż film sensacyjny, Ludzie.

Tyle na dziś, resztę niech opowiedzą fotki Krzyśka.
Ja wracam do walki w wirusem chamskiej grypy za pomocą czosnku i syropu z cebuli według przepisu Doroty znanej też jako Dr Hałz.
Dziękuję Wam serdecznie za życzenia wszelkie i pozdrawiam miło.

zdjęcia: Krzysztof Nowakowski

Bookmark and Share

Felieton

komentarze (3)

Nie napiszę o tym teraz…

Na mojej uliczce była wielka zadyma: człowiek ugryzł psa.
Było dużo ochrypłych i piskliwych wrzasków.
Były wyzwiska.
Była policja.
Zdarza się.
Ale nie napiszę o tym teraz…

Podoba mi się angielski system edukacji: pięć certyfikatów w trzydzieści dni.
Ale nie napiszę o tym teraz…

W nagrodę za dzielność i postępy w nauce zrobiliśmy wycieczkę do Cumbrii.
Był jeden słoneczny dzień i właśnie nam się dostał.
Ale nie napiszę o tym teraz…

Nie napiszę teraz o niczym, bo unoszę się na miękkim obłoczku.

Nie, nie umarłam i nie poszłam do nieba.
Przeciwnie, że tak powiem.
Tak się czuję, kiedy rośnie mi gorączka, pod warunkiem, że się nie ruszam. Kiedy się ruszam, boli mnie wszystko, oprócz rzęs.

Na tym zdjęciu stoję sobie na mosteczku, nieświadoma, że za dwie godziny zacznie mnie telepać. Mówię Wam, Ludziska, ledwo się dowlokłam do połowy góry, a zejść już nie miałam siły.
Pierwszy raz - będąc w tak pięknym miejscu - marzyłam, żeby znaleźć się w domu. Właściwie to marzyłam, żeby się teleportować do łóżka.

A teraz po prostu do niego wrócę.
I zostanę na jakiś czas.
Jutro mój fotograf wstawi Wam swoje wczorajsze dokonania a ja wrócę, jak już opuści mnie wirus. Nie zapraszałam sukinsyna, zmutowanego chłystka meksykańskiego chowu.
Paszoł won!

Do miłego, Ludziska.
Chyba.

Bookmark and Share

Autor: admin

26 lipca 2009 o 17:32.

Kategorie: Felietony.