maj 2009 - archiwa
News, Felieton
Bez sensu
Domysły, że porwali mnie obcy w odwecie za publikowanie kompromitujących zdjęć z kosmosu są chybione.
A szkoda.
Wolałabym teraz bujać się na jakimś Obłoku Magellana i snuć się po przestworzach jako sympatyczna antymateria.
Tymczasem jest akurat przeciwnie.
Mój wszechświat skurczył się gwałtownie do jednego centymetra kwadratowego i stał się ciasnym więzieniem.
Takie więzienie nazywa się ból i jego główną cechą jest to, że boli.
Już siódmy dzień.
Dzień siódmy, Ludzie.
Boli przy stukaniu w klawiaturę, chodzeniu, mówieniu i innych – pozornie oczywistych – czynnościach.
Dlatego nie stukam, nie mówię, nie chodzę i nie robię innych – pozornie oczywistych – rzeczy.
W zamian studiuję ból i jego odmiany.
Będę mogła w przyszłości napisać dysertację na ten temat.
A także na temat: jak zdechnąć uprzejmie, nie zawracając głowy służbie zdrowia NHS w czasie Bank Holiday i ogólnie w maju.
Za karę za potraktowanie mnie jak intruza, zakłócającego błogi wypoczynek w słońcu, Prezes zesłał na północną Anglię deszcz i wichury.
Ogłaszam koniec holideja.
W ramach poprawiania wizerunku lekarza we własnych oczach obejrzałam sobie film Patch Adams. Oparty na faktach.
Cool!
Kłopot w tym, że Patch jest w Ameryce a ja tutaj.
Na dodatek:
Doktor House poszedł na odwyk i chwilowo nie przyjmuje.
Natomiast:
Doktor Audrey O. jest nacjonalistką i zamiast mnie zbadać pytała, po cholerę przyjechałam do tego kraju. I dlaczego jeszcze nie wyjechałam do mojego kraju.
Piętnaście pytań, każde z kategorii: a co ty tu robisz w tym kraju?
Zamiast wizyty lekarskiej odbyłam rozmowę z immigration control.
Zaczynam myśleć o swoim życiu w kategoriach paranoi.
Bo:
Jeżeli jakiś - dajmy na to - lek powoduje różne objawy uboczne u części pacjentów, to u mnie spowoduje wszystkie i jeszcze doda nowe, dotąd nieznane.
Jeżeli gdzieś żyje jakiś rasista, nacjonalista lub zwykły cham - to ja go z pewnością spotkam na swojej drodze.
Jeżeli coś może się opóźnić, zaginąć, wywołać serię pomyłek - to mnie się to przytrafi.
Zabawne.
Chyba.
Albo i nie.
W końcu kiedyś – w ten czy inny sposób – przestanie mnie boleć.
Wtedy wrócę do – pozornie oczywistej – czynności pisania.
Tyle się wydarza, tyle mam do powiedzenia, że ho ho.
A jeszcze Dziunia.
Ale chwilowo stragan z literkami jest nieczynny.
Ciąg dalszy – w ten czy inny sposób – nastąpi.
Salut, Ludziska
Ania
Felieton
Na skrawku liścia, nurtem rwącej rzeki płynę
Mam swoje niewielkie dążenia, mylnie postrzegane jako ambicja.
Nauczyłam się mieć potrzeby wyższego rzędu, bo powiedziano mi, że tak wypada.
W pewnych sferach.
Ale co?
I po co?
A ponad wszystko: dlaczego?
Dlaczego to wszystko jest?
To pytanie zadała mi moja córka, tuż po tym, jak nauczyła się mówić. Czyli w 1984, pod koniec. Wyglądało na to, że nauczyła się mówić szybko tylko po to, żeby mi je zadać.
Bo poza tym nie była zbyt rozmowna.
- Mamusiu, dlaczego to wszystko JEST?
A ja na to:
- No… bo…jest.
Dlatego moje dziecko było zmuszone studiować filozofię.
E, nie od razu.
Jak urosło.
Ale wciąż nie zadowoliła jej żadna z uzyskanych odpowiedzi.
Na pierwsze z zadanych pytań.
No, Ludziska.
Spędziłam i ja trochę czasu, snując się po różnych uczelniach, żeby nauczyć się stawiać właściwe pytania. Albo żeby odsunąć czas, w którym normalni ludzie podejmują decyzję, kim chcą być, jak dorosną. Zależy, jak na to spojrzeć.
Nie mogę powiedzieć, że był to czas doszczętnie zmarnowany, bo z pewnego punktu widzenia nie był. Z innego był. Więc ogólnie: a co mi tam.
Pytania wciąż mam, ale ten, któremu je zadaję, milczy. Wiem czemu milczy. Po prostu nie jestem w żaden sposób gotowa, żeby zrozumieć odpowiedzi. To jasne.
Dobrze zatem, zapytam Was, Ludziska:
Jeśli (nie daj Prezes) grawitacja się zawiesi, to czy my będziemy się wznosić, czy spadać?
I po czym to poznać, jakby co?
Hę?
I jeszcze jedno:
Ludzie, dlaczego to wszystko JEST?
Dziękuję autorowi tych fotografii za zgodę na ich wykorzystanie.
Dziękuję za ich zrobienie i za to, co z tego wynika.
Cokolwiek wynika.
Pod zdjęciami zamieszczam zaledwie fragmenty opisów, ale więcej wiadomości i więcej tych kosmicznie pięknych zdjęć znajdziecie klikając w link z nazwiskiem ich autora.
Idźcie zwiedzać kosmos, Ludzie.
Do miłego
Ania
