Anna Maria Nowakowska

reportaże, felietony, opowiadania, podróże, konsultacje, terapia

kwiecień 2010 - archiwa

Felieton

komentarze (16)

Piknik na wysypisku

Oto nastał dzień czwarty.

I dnia czwartego też nie przyszli.

Małpa siedziała skulona na wielkiej kupie gratów: garnków, puszek z fasolką, desek do krojenia i innych kuchennych utensyliów.

- Misiu, siedzisz na nożu – wystękał mąż słabym głosem, bo już sobie wyobraził możliwe implikacje.
- Potrzebny nam był ten remont jak dodatkowa dziura w dupie – zazgrzytała Małpa proroczo.

Ale nóż spod siebie wyciągnęła.

- Zadzwonię do tych gamoni i im nabluzgam
– postanowiła, wyjmując podręcznik do nauki wulgaryzmów angielskich.
- Misiu, nieee – szepnął błagalnie mąż, który z natury jest cichy i pokornego serca. – Bo wcale nie przyjdą.
- Fruk im w rzętak – zacytowała Małpa swojego ulubionego pisarza.
- I kawałek skrzydła  - dodała od siebie.

Zdematerializowana ekipa remontowa od wtorku przebywa w innym wymiarze.
Zniknęli po angielsku.

Ponieważ są ekipą komunalną, a sam remont jest bezpłatny (i przymusowy), wolno im przebywać tam, gdzie chcą. Jest to zawarte w umowie i należało się tego spodziewać.
Przecież nie bez powodu stoi jak wół: nasi robotnicy przyjdą do ciebie, jeśli akurat nie będą mieli nic lepszego do roboty.
Koniec cytatu w wolnym tłumaczeniu.

Małpa ograniczyła picie, bo droga do łazienki wiedzie przez wnętrze lodówki lub przez piekarnik.
Obie mało atrakcyjne krajobrazowo.

Z wybebeszonej kuchni zajeżdża pleśnią, albo jeszcze gorzej.
Chyba jeszcze gorzej.
Co to za smród?

- Co będziemy jeść? – pyta mąż rozsądnie, bo szykują się trzy świąteczne dni na wysypisku kuchennym.
- Ogłaszam strajk głodowy – oznajmia Małpa szybko.

I dalej, rapując:
Nie muszę stać
Nie muszę siedzieć
Nie muszę sprzątać
Nie muszę gotować

Bo wszystko ma swoje dobre dobre strony, Ludziska.
Trzeba się tylko mocno napiąć… a potem szybko puścić.

Miłego długiego łikendu życzy Małpa

Bookmark and Share

Autor: admin

30 kwietnia 2010 o 11:09.

Felieton

komentarze (7)

Czysta krew

Dawno, dawno temu.
Za siedmioma górami.
Żyli sobie przodkowie.
Niektórzy byli całkiem rozumni, pokojowi i gotowi dzielić się ogniem i pożywieniem.
Ale słabi.
Inni zaś byli głupi, agresywni i wrodzy.
Ale silni.

Żyli sobie oddzielnie, bo nie zeszli z tego samego drzewa, choć byli trochę do siebie podobni.

Ale pewnego dnia…
Ogarnięty żądzą homo sapiens bzyknął się z neandertalczycą.
Albo całkiem odwrotnie: homo sapiensica uległa neandertalskiemu Casanowie.

I co się dziwić?
Żądza jest ślepa i nie zna granic.
Nie zważa na kolor skóry.
Nie powstrzyma jej plebejskie pochodzenie.
Ani syfilis.
Ani niskie czoło.

Są tego skutki.
Hominidzi pochodzący w linii prostej od krzyżówki sapiensa z neandertalem (czyli mutanci) zawsze byli wśród nas.
Wyglądają prawie jak Ty i ja.

Zakładają partie polityczne.
I obozy koncentracyjne.

Cierpią na organiczne poczucie wyższości, które wzmacniają przywłaszczonymi symbolami.
Rytuałami.
Marszem.
Skandowaniem haseł.

Strach przed wszystkim co odmienne, piękne i żywe leczą okrucieństwem.
Głośnym wrzaskiem: Bóg jest z nami! Wszyscy do gazu!

Gardzą innością, lecz chętnie ją gwałcą.
A potem rozdeptują.
Podkutym żołdackim buciorem.

Muszą być głośni,  żeby zagłuszyć własną brzydotę umysłu i gadzią obojętność wobec ludzkiej wrażliwości.
Ich pewności, że są nadludźmi wybranymi przez Boga, żeby panować nad światem nic nie naruszy.

Faszyści, nacjonaliści, wy jesteście dla mnie mutacją, wybrykiem natury.
Ja się was boję.
Bardziej niż morowego powietrza.

Ale.
Ja też potrafię być radykalna w poglądach, o proszę:
Ziemia dla Ziemian!!!!

Mutanci wtykają mi w drzwi ulotki wyborcze, a ja patrzę na te gęby, te szlachetne twarze rasy panów i myślę:
(ocenzurowano).

I chociaż Gordon Brown zachowuje się jak  tępawy aparatczyk związkowy, to zagłosuję na niego za to, że nazwał bigotkę bigotką.

Bookmark and Share

Autor: admin

29 kwietnia 2010 o 10:33.